Rehabilitacja kardiologiczna – droga do nowego, lepszego życia

    Milena, absolwentka Politechniki Gdańskiej, matka dwójki dzieci: Paliłam papierosy od osiemnastego roku życia. Zaraz po studiach zaczęłam pracę w korporacji, więc nie miałam zbyt wiele czasu na dbanie o swoje zdrowie. Zamiast śniadania piłam więc kawę, a w przerwie obiadowej wolałam wyjść na papierosa. Po kilkunastu latach dorobiłam się wrzodów żołądka, ale to nie przeszkodziło mi w dalszym paleniu tytoniu. O mój stan zdrowia zaczął martwić się mąż, gdy coraz częściej miewałam wieczorami uporczywe ataki kaszlu. Dodatkowo przy wchodzeniu po schodach często łapała mnie zadyszka. Pomimo różnych problemów byłam szczupła i czułam się w miarę dobrze – do czasu, aż w wieku pięćdziesięciu lat nie wylądowałam w szpitalu ze zdiagnozowanym zawałem serca.

Lekarze zdążyli mi pomóc, ale od tamtej pory nic już nie było takie, jak dawniej. Dowiedziałam się, że przez palenie dorobiłam się miażdżycy, która była bezpośrednim powodem powstania zawału serca. W organizmie wytworzyło się sporo zakrzepów, a jeden z nich oderwał się i spowodował niedokrwienie. Wykryto też nadciśnienie tętnicze. Byłam bardzo zaskoczona – zawsze wydawało mi się, że choroby układu krążenia dotyczą osób otyłych i starszych, a ja czułam się całkiem dobrze i miałam wagę w normie. Lekarz wyjaśnił jednak, że niezdrowy tryb życia przyczynił się do zawału serca i że jeśli nie zmienię swojego postępowania, to szybko mogę przejść kolejny atak lub dostać udaru mózgu. Wzięłam sobie jego słowa do serca – miałam jeszcze niepełnoletnie dzieci i nie chciałam ich osierocić.

Rozpoczęłam rehabilitację kardiologiczną. Początkowo odbywała się ona w szpitalu. Zaczęłam wykonywać proste ćwiczenia fizyczne pod okiem kardiologia i fizjoterapeuty. Aktywność fizyczna zmniejsza poziom cholesterolu, więc jest wskazana przy miażdżycy. Ponieważ nie miałam zbyt dobrej kondycji, przez kilka tygodni musiałam stopniowo przyzwyczajać organizm do ćwiczeń. Początkowo były to najprostsze aktywności, takie jak ćwiczenia oddechowe z użyciem przepony, lekka gimnastyka i ćwiczenia wytrzymałościowe o stałym tempie (by nie obciążać nadmiernie mięśnia sercowego). Po sześciu tygodniach lekarz zadecydował o tym, że rehabilitacja kardiologiczna może odbyć się w warunkach domowych. Miałam w pamięci jego ostrzeżenie, dlatego postanowiłam zakupić odpowiedni sprzęt do ćwiczeń.

Zdecydowałam się na bieżnię B612 Aspel znalezioną w sklepie Kredos. Polecił mi ją kardiolog, który sam pracuje na tym sprzęcie i uważa, że jest idealny dla osób przechodzących rehabilitację, kończy Milena Struzik z Gdańska.

 

Bieżnia posiada regulację stopnia nachylenia, dzięki temu można ćwiczyć na niej interwałowo i stopniowo zwiększać wysiłek. Poza tym miałam już do czynienia z bieżnią w szpitalu i wiedziałam, że jest to sprzęt dla mnie. Nigdy nie przepadałam za ćwiczeniami na świeżym powietrzu i wolałam robić to w zaciszu własnego domu. Bieżnia sprawdziła się więc w 100%.

Zgodnie z zaleceniami lekarza, miałam ćwiczyć 6 razy w tygodniu po 30 minut. Siódmego dnia chodziłam na długie spacery z dziećmi. Do tego trzymałam się ściśle diety zaleconej przez dietetyka. Odstawiłam używki, przestałam sięgać po przetworzoną żywność i niezdrowe przekąski. Włączyłam do diety dużo warzyw i owoców, za to znacznie ograniczyłam tłuszcz zwierzęcy, który do tej pory towarzyszył moim posiłkom dość często. Po kilku miesiącach lekarz stwierdził, że poziom cholesterolu znacznie się zmniejszył. To przyczyniło się też do przywrócenia prawidłowego ciśnienia tętniczego. Serce pracowało w prawidłowym rytmie, a moja kondycja stała się o wiele lepsza. Za namową lekarza zaczęłam ćwiczyć jeszcze dłużej. Naprawdę polubiłam bieganie na bieżni – godzina poświęcona na sport stała się dla mnie rzeczą tak samo ważną, jak mycie zębów czy wieczorny prysznic. Z czasem nieco odważniej zaczęłam korzystać też z innych sportów. Często jeżdżę z dziećmi na rowerze, od czasu do czasu chodzimy również na basen.

Obecnie jestem na ostatnim etapie rehabilitacji kardiologicznej. Leczenie szpitalne w zasadzie już się zakończyło, teraz tylko profilaktycznie robię badanie elektrokardiografem i raz na pół roku dostaję skierowanie na morfologię krwi i cholesterol. Na prośbę lekarza czasem wykonuję też próbę wysiłkową, ale moje serce jest teraz o wiele silniejsze i dobrze reaguje nawet na intensywną aktywność fizyczną. Cieszę się, że zmieniłam swoje nawyki (zarówno te sportowe, jak i żywieniowe), choć czasem żałuję, że nastąpiło to tak późno. Teraz staram się też jak najczęściej zachęcać moich bliskich do uprawiania sportów, by uchronić ich przed chorobami układu krążenia. Mąż również zaczął korzystać z bieżni przynajmniej trzy razy w tygodniu. Dzięki temu schudł kilka kilogramów i lepiej się czuje – nie ma już problemów z zadyszką i nadmiernym zmęczeniem. Oczywiście nadal muszę stale przyjmować leki, ponieważ po zawale serce pozostaje osłabione, ale dzięki rehabilitacji  kardiologicznej czuję się na tyle dobrze, że mogę normalnie funkcjonować w społeczeństwie i wróciłam do pracy na pół etatu. Teraz mam więcej czasu dla siebie i dla rodziny – nigdy już nie poświęcę karierze własnego zdrowia.

 

Autor: Mariusz Zakrzewski. Artykuł “Rehabilitacja kardiologiczna – droga do nowego, lepszego życia” powstał dzięki uprzejmości Pana Zbigniewa Kadzewicza, właściciela sklepu medycznego kredos.pl.